Metropolia Silesia po rowerowych szlakach cz 1.

Tegoroczna majówka miała być zupełnie na przekór innym okresom długo weekendowym. Mieliśmy pozostać w domu jak nigdy, a jednak wyjechaliśmy na kilka dni. Miał być odpoczynek od roweru, a ponownie nie obyło się bez dwóch kółek. Zamiast pojechać w trasy z dala od codziennego zgiełku miast – wjechaliśmy w sam środek. W dodatku specjalnie. Miało być inaczej – wyszło jak zawsze.

Po 1 majowej wycieczce po Dolinie Baryczy i objechaniu części Stawów Milickich na Dolnym Śląsku, które znamy już dobrze postanowiliśmy wyjechać...na Górny Śląsk. Dla zupełnej odmiany Rowerem przez Polskę wybrał się, nie w piękne Beskidy, które już objeżdżaliśmy. Tym razem wjechaliśmy na kilka dni w sam środek Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego by na własne oczy przekonać się jak wygląda infrastruktura i szlaki rowerowe w samym sercu miast i na ich obrzeżach. Wyszło...hmmm...uczucia mieszane, ale wyboru jazdy po śląskiej metropolii nie żałujemy. Czas spędzony pozytywnie z cenną wiedzą! Zapraszam do relacji.

Do krótkiej wizyty z rowerami na Górnym Śląsku postanowiliśmy podejść (celowo) zupełnie laicko i przypadkowo. Jak turyści, którzy przy okazji pobytu w okolicy postanowili spędzić wolny czas na rowerze. Nie planując tego specjalnie wcześniej. I kompletnie nie znając terenu. Wszystko po to, aby zobaczyć jak w praktyce dostępne są szlaki i infrastruktura dla niedzielnych, przypadkowych rowerowych wycieczkowiczów z rodziną, którzy być może na co dzień nie specjalnie korzystają z roweru ale akurat dziś chcieli się wybrać z dziećmi i rodziną. Trasy naszych wycieczek ( nie zważając specjalnie na wcześniejsze znane nam opisy internetowe) również wybraliśmy zupełnie przypadkowo.
Oceny zupełnie niezależnej i obiektywnej – chcemy dokonać jednak jako osoby doświadczone od lat w rowerowym podróżowaniu z perspektywy turysty ale również z perspektywy znakarza szlaków PTTK oraz codziennego użytkownika i trochę (bo hobbistycznie) „specjalisty” od rowerowej infrastruktury. Oceny jednak zupełnie luźnej opartej na naszych przeżyciach i odczuciach.

Na początek Pszczyna i zamek, który obowiązkowo chcieliśmy zobaczyć w pełnym pakiecie. Tam też zaopatrzyliśmy się w mapę Trasy Rowerowe Metropololia Silesia i okolice. Wydawnictwo Compass skala 1:50 000. Rok wydania 2015 sugerował że mogło się conieco pozmieniać w terenie. Generalnie mapa bardzo ok. Czytelna, dokłada. W końcu porządne wydawnictwo. Na pierwszy rzut oka bije po oczach wiele kolorów mnogości szlaków, ale już zastanawia nieco logika ich wyznaczenia. Nie znamy jednak terenu, zakładamy więc sens takiego założenia. Bije brak spójności opisany w opisach szlaków w mapie. Zaznaczono w tekście że, np. szlak taki a taki na terenie gminy takiej jest oznaczony kolorem np. niebieskim. Później biegnie oznaczony niestandardowo innymi oznaczeniami i innymi kolorami. Szkoda. Brak spójności i „nie dogadanie się gmin” turyście rowerowemu będzie przeszkadzał i na pewno nie ułatwi wycieczki. Nie sposób naraz zapamiętać kilku zmian kolorów w ciągu dnia, miejsc gdzie należy jechać inaczej a częste wyciąganie mapy irytuje. W każdym razie mapa – zgodnie z oczekiwaniami spełnia swoją rolę na plus włącznie z opisami.
Sama Pszczyna, przyznajemy się – na piechotę. Nie napiszemy więc zbyt wiele o rowerowej odsłonie tego miasteczka. Miłe, przyjemne i zadbane centrum. Turystów wielu, a w rynku lokalny festyn parafialny. W niewielkiej cukierni dobre lody, miejsca na licznych parkingach wypełnione po brzegi, chodź nieco odjeżdżając od centrum udało się znaleźć nawet miejsce wolne od parkingowych opłat. Przemysłu tu nie widać, a turystyka kwitnie. Przede wszystkim za sprawą pięknego byłego majątku Hochbergów. Przyjechaliśmy tu po pełny pakiet zamkowych atrakcji i taki otrzymaliśmy. Zajęło to sporą część dnia więc nie było już miejsca na rowe. Wyszliśmy zgodnie z przewidywaniami - zachwyceni. Trochę rażą jednak zaniedbane miejsca pamięci w parku. Nie odnowione i chyba zapomniane grobowce pierwszych właścicieli, bez których przecież dziś Pszczyna nie miała by zamku, którym się może chwalić. W nieco w lepszym stanie zastaliśmy pomniki żołnierzy i grobowce Hochbergów. Pszczyna to także niewielka zagroda zwierząt z atrakcją nr jeden – Żubrami. Cenę za wejście odebraliśmy z niesmakiem przy wyjściu. Trochę za drogo jak na niewielką ofertę zwierząt, które spotkać można właściwie na żywo każdego dnia. Z wyjątkiem Żubrów i dla wielu – pewnie również Muflonów. Nam akurat górskie kozice z Korsyki udawało się niejednokrotnie spotykać w Górach Wałbrzyskich. Z rowerowej strony brawa za tablicę mapy szlaków rowerowych i drogowskazy szlakowe w parku zamkowym. Szlaki w parku oznaczone dobrze i czytelnie. Zdecydowanie zabrakło nam miejsc na pozostawienie roweru. Albo jest ich tak mało że nie rzuciły nam się w oczy, albo po prostu ich brak. Szkoda bo ludzi z rowerami było naprawdę sporo. Problem z przypięciem roweru był widoczny. W samej Pszczynie typowo rowerowa infrastruktura nie wydaje się specjalnie potrzebna. Oprócz większej ilości stojaków rowerowych być może przydałaby się pewnie stacja naprawy rowerów. Ruch rowerowy odnotowaliśmy niemały. Drogi rowerowe, przejazdy przez skrzyżowania, specjalne rozwiązania to nie koniecznie jest coś co temu miasteczku jest potrzebne.

Miejsce noclegu i baza wypadowa – padło na Tychy. Przypadkowo. Tak po prostu. Gdzieś na terenie strefy ekonomicznej. Na uboczu. Akurat tam w internecie wyświetliły się nam wolne miejsca szukane na ostatnią chwilę. Nie żałujemy- jak się okazało fajny przytulny i nie drogi hotelik Gloria. Z dobrymi śniadaniami i miłą obsługą. Bez problemu przechowali również rowery na noc w pomieszczeniu gospodarczym. Z tego miejsca planowaliśmy swoje wycieczki. Akurat przy skrzyżowaniu drogowskaz szlaków rowerowych i droga rowerowa przez strefę w stronę centrum. Musimy przyznać że drogi rowerowe na terenie Tychów w stronę centrum są i korzysta się z nich naprawdę przyzwoicie i wygodnie! Są przejazdy dla rowerów (choć nie wszędzie) przez skrzyżowania, oznaczony szlak w stronę centrum i PKP. Po drodze napotykamy nawet samoobsługową stację naprawy rowerów – super! Nawet zdatna do użytku, bo jak wiadomo z tym bywa różnie za sprawą wielkich zasług dla rowerowej infrastruktury najzwyczajniejszych wandali. Z infrastruktury rowerowej miasta Tychy korzysta nam się naprawdę nieźle. Szkoda tylko że miejscami, zrobionych, podejrzewamy że całkiem niedawno, z kostki zamiast asfaltu. Nie jest idealnie, ale przecież nie ma się co czepiać bo idealnie nie jest nigdzie. Ważne że naprawdę jest, można bezpiecznie korzystać i pojeździć sobie spokojnie z dziećmi nie wjeżdżając na ulicę. Oczywiście nie wszędzie i nie na terenie całego miasta. Tychy jednak na plus. Przynajmniej tam gdzie trafiliśmy my. A trafialiśmy przypadkowo. Chętnie posłuchamy tych, którzy z infrastruktury rowerowej w Tychach korzystają na co dzień. Przechodzące przez Tychy szlaki rowerowe raczej oznaczone dobrze. Chodź nie wszędzie i miejscami się gubią. O tym jednak później w konkretnym przykładzie. Szlak, z którego skorzystaliśmy na dojazd do centrum w pobliże hotelu na plus. Oznaczony wystarczająco dobrze. W Tychach wiadomo...zobaczyć Browar Książęcy. Fanom obiektów sportowych na pewno przypadnie zobaczenie stadionu piłkarskiego i lodowiska Mistrza Polski w hokeju. Ponadto stare miasto z rynkiem – raczej nie konieczne warte zobaczenia. Nic wartego zobaczenia i nie bardo gdzie usiąść i choćby zjeść. Wybraliśmy jeden z dwóch znalezionych lokali i pizza okazała się dobra. Sporo ludzi przy stolikach sugeruje popularność miejsca i dobre jedzenie.
Tyle naszych wrażeń z pierwszego dnia. W kolejnym wpisie zapraszamy na całodniową wycieczkę rowerową z Tychów do Katowic Po drodze piknik nad Zbiornikiem Imielińskim.

Tekst: Tomasz Czeleń

Patronat honorowy


 

 

 

 

Patronat medialny

.

 

 

 

 

Partnerzy

 

 

 

Copyright © 2014. All Rights Reserved.